środa, 20 lipca 2011

4 zeszyty...

Co najbardziej lubimy w podróżach, oprócz tych wszystkich cudownych oczywistości- jak na przykład  przemierzanie nowych, nieznanych, fascynujących lądów?

Pamiątki.

To te małe przedmioty, ale również smaki, kolory, zapachy i myśli, które przypominają nam o odwiedzonych miejscach na długo po tym, jak wrócimy do domu!

Bywają miejsca, w których nawet godziny spędzone w sklepach z pamiątkami, nie spełniają naszych estetycznych oczekiwań. Zdarza się też tak, że czasem mały kamyk, który wpadł nam w oko podczas długich godzin  spędzonych przy drodze szybkiego ruchu, w oczekiwaniu na złapanie okazji, potrafi nas rozczulić w jesienny wieczór.

Ja mam słabość- jako osoba uwielbiająca zamykać myśli w słowa- do… ZESZYTÓW!

Zwykły zeszyt, no może nie taki zwyczajny, ale… zeszyt w linię, w kratkę, gładki- z napisem w języku danego kraju, z powodu którego zawsze znajdę coś ciekawego co wymaga natychmiastowego zanotowania- tak już.

Najcenniejszy jest: czerwony z Nowej Zelandii, zielony z Norwegii, żółty z Islandii i pomarańczowy z Madery… wiadomo czemu, hihihi.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza