piątek, 28 października 2011

A co jeśli się nie klei...czyli jak się pisze książkę- part IV

W naszym ostatnim artykule na temat procesu twórczego związanego z powstawaniem książki, obiecaliśmy Wam kolejną porcję informacji- tym razem na temat perypetii z drukarnią.

Zdecydowaliśmy się wyjść z założenia, że ważne, że wszystko skończyło się dobrze, niż rozpisywać się szczegółowo na temat tego, że pierwsze książki były sklejone klejem, który nie trzymał kartek, że klej był za mało elastyczny, przez co książki rozpadały się. W kolejnym nakładzie kartki zostały krzywo pocięte a kolory nie miały nic wspólnego z tymi z przesłanych plików.

Niedawno dowiedzieliśmy się od znajomej, która zdecydowała się samodzielnie wydać książkę z koleżanką, że też przeżyły niezły rollercoaster emocjonalny przy współpracy z drukarnią- więc nasz stres i frustracja nie byłyby niczym wyjątkowym, rozpisane na poszczególne akty.

Drukarnia mimo tego, że na początku nas bardzo zawiodła i zepsuła nam radość z tak ważnego wydarzenia, jakim było wydanie swojej książki, w procesie reklamacyjnym, który miał wiele etapów, a wręcz charakter cykliczny, stanęła- finalnie- na wysokości zadania. Zakończyliśmy współpracę z poczuciem końcowej satysfakcji i przeświadczeniem, że to jeden na milion projekt, gdy niemal nic nie chce wyjść.

Ostatecznie wyszłoJ

Pozostaje nam podziękować tym, którzy na samym początku kupili książkę i na przekór wypadającym stronom, podarowali nam serdeczne, i ciepłe słowa uznania.

A czy drukując kolejny tom naszych podróżniczych perypetii zrobimy to w tej samej drukarni? Oczywiście, że tak!


A w kolejnym odcinku napiszemy co nieco o domowym- czyli takim samorodnym, na własną rękę, albo chałupniczym- marketingu:)






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza